Ogłoszenie 
UWAGA: strona
wolne-forum-transowe.pl
NIE ma nic wspólnego z niniejszym forum


NIE należy podawać tam swoich danych logowania ze strony:
transpomoc.pl

Poprzedni temat «» Następny temat
Jak pójść we właściwym kierunku...?
Autor Wiadomość
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2016-04-06, 02:59   Jak pójść we właściwym kierunku...?

Witam,

Zdaję sobie sprawę, że nie czytając większości tematów na forum ryzykuję, że napiszę kolejny wywód z gatunku oklepanych "żali", niemniej to forum jest jedynym miejscem, gdzie potrafię otwarcie wypowiedzieć się o tym, co mnie dręczy (niech żyje anonimowość w sieci...) i faktycznie liczyć, że ktoś może coś mądrego mi podpowiedzieć...

Zatem po kolei:
Mam 29 lat, świadomość bycia dziewczyną/kobietą towarzyszy mi mniej lub bardziej od 12 roku życia. O tym, że nie jest to jedynie chwilowy odchył wariującej głowy przekonuje mnie chociażby fakt, że przez co najmniej ostatnie kilkanaście lat nie pojawił mi się nawet jeden moment realnej wiary, że mogę być faktycznie mężczyzną... Gdzie zatem pojawia się problem?

Do czasu późnej szkoły średniej nawet nie wiedziałam, że coś takiego jak korekta płci fizycznej jest możliwa, albo, że oprócz mnie mogą być inne osoby, które czują się więźniami, więc usilnie próbowałam przekonywać siebie i zapierać się, że jestem chłopcem - uprawiać dużo sportu, rozmawiać z kolegami na męskie tematy nawet jeśli mnie kompletnie nie interesowały... itp. itd... Jednak to był czasy skrytości, ciszy, mroku, nawet jeśli w liceum miałam mnóstwo na prawdę dobrych znajomych...

Później nadszedł etap, kiedy poznawałam z różnych źródeł temat "transformacji" - pojawiła się nadzieja, byłam zafascynowana tym... Dziejowe odkrycie... Niemniej byłam z biednej rodziny, a sama byłam raczej mało zaradna, i mimo wielomiesięcznej debaty z samą sobą w końcu postanowiłam żyć tak jak potrafiłam przez wiele lat - przekonując siebie samą za wszelką cenę, że potrafię funkcjonować jako facet... Zwyczajnie nie było mnie stać na operację... Z rodzicami kontaktu nigdy nie miałam chociażby poprawnego... A koledzy i znajomi, to nie byli tacy przyjaciele, z którymi miałam utrzymać kontakt na wieki i którym można było zaufać z takim wyznaniem, byłam z tym sama...

Z czasem godzenie się z tym, że korekta jest nierealna było pochłaniane przez coraz większą samotność... Więc, próbując ugasić ten problem zaczęłam spotykać się z dziewczynami (nie krytykuję homoseksualizmu - ale to nie dla mnie... Nie mam problemu z wyobrażeniem sobie, że jako kobieta mogłabym się spotykać z mężczyznami, ale jako przedstawiciel fizycznej płci męskiej to nie dla mnie, a ciężko znaleźć kogoś, kto na prawdę realnie byłby w stanie traktować mnie jak kobietę w takiej relacji)... Po prostu potrzebowałam kogoś obok, kogoś bliskiego - na pewno każdy to zrozumie, bo nie jest to temat tylko osób TS...

Sęk w tym, że kolejne lata przyniosły rozkwit mojej osobowości, świadomości, poczucia własnej wartości...

Odniosłam spory sukces zawodowy, co pozwoliło mi odłożyć znaczną kwotę pieniężną (nie taką, żeby pokryć w pełni operację i całą kurację - ale zawsze sporą jej część). Stałam się osobą dynamiczną, osiągającą sukcesy, posiadającą hobby, pasję. Znalazłam też partnerkę, z która jestem już 5 lat...

I tu zaczyna się problem... Mimo, że emocjonalnie jest mi dobrze z partnerką, mam fajne relacje z nieco dalszą rodziną, ale jednak mieszkającą w mojej miejscowości (razem spędzamy święta, wakacje, itp.), a także poznałam wreszcie dobrych przyjaciół...

Problem w tym, że mimo tego wszystkiego NIGDY nawet przez moment nie byłam w stanie przekonać siebie, że mogę być mężczyzną... nawet minimalnie...

Od około półtora roku narastało we mnie poczucie, które w ostatnich tygodniach wręcz wylewa się ze mnie...

ŻYJĘ ŻYCIEM, KTÓRE JEST IDEALNE DLA MOJEGO OTOCZENIA...

Nie swoim, jestem taką osobą, która najlepiej odpowiada wszystkim, którzy mnie otaczają, i zwyczajnie jestem już tym mega zmęczona... wycieńczona do granic możliwości...
Coraz dobitniej zdaję sobie sprawę, ze to NIE JESTEM ja i nigdy nie byłam...
Ponad normę staram się robić wszystko, przykładać się, żeby tylko pokazać wszystkim jak bardzo dobrą i fajną osoba jestem...

Od nastoletnich lat cierpię na bezsenność... Wszystkim dookoła wmawiam, że to wrodzona przypadłość, że od zawsze mało sypiam i nie wiem, co jest przyczyną...
Tymczasem noc w noc, od wielu wielu lat nie mogę spać bo tęsknię do swojego prawdziwego ja... Wiem, dlaczego zarywam nocki, ale przecież nikomu o tym nie powiem...

Zatem co jest dziś nie tak?

Mam dziewczynę, do której jestem mega przywiązana i przyzwyczajona... emocjonalnie jestem tego pewna... Nie pasujemy do siebie wcale... (całkiem różne zainteresowania, SKRAJNIE różne poglądy, gusta, itp., itd...) Natomiast oboje nas łączy to, ze mega się dla siebie nawzajem staramy... Ona idealnie wpisuje się w moją długoletnią praktykę - walki z samą sobą i życia nieswoim życiem. Jest idealną osobą dla mojej udawanej wersji.

Mam też stałą i dość pewną pracę, która pozwala mi stabilnie przezywać każdy kolejny miesiąc...

Kocham sport i obecne życie daje mi mnóstwo okazji do uprawiania go...

Z boku dla wielu osób prowadzę modelowe, książkowe życie...

Natomiast 90% mojego otoczenia jest MEGA anty nastawiona do wszystkich odchyłów od norm kościoła - z moją obecną partnerką na czele... Gdy tylko gdzieś w TV pojawi się temat, aborcji, homoseksualizmu lub transseksualizmu - chociażby słowem - jest dyskusja na pół godziny - wyszydzanie, potępianie, posyłanie "dziwolągów" do piekła bez sądu...

Raz... Jakieś dwa lata temu... ale jeden jedyny raz zdobyłam się na odwagę i zwierzyłam ze wszystkiego przyjaciółce... Po długiej rozmowie powiedziała, że mnie będzie wspierać, a jak coś nawet ze mną się wyprowadzi i że w sumie to zawsze chciała mieć tak dobrą przyjaciółkę, jakiego miała we mnie przyjaciela... Niemniej od tamtej pory dość szybko nasz kontakt się pogarszał... Bardzo rzadko rozmawialiśmy... Od około roku myślę, że bezpiecznie mogę powiedzieć, ze jesteśmy znajomymi z osiedla i mówimy sobie "cześć" mijając się na ulicy...

Takie życie uświadomiło mi jedno... Ewentualna decyzja o przejściu kuracji oznaczała będzie dla mnie wyprowadzkę w nowe, nieznane miejsce... Jestem osobą stabilną psychicznie ale wiem, że moje ujawnienie się NIE MA szans w moim otoczeniu... Po pierwsze - moje dotychczasowe życie to jedno wielkie oszustwo... Zawód, rozczarowanie, które by towarzyszyło takiej informacji byłoby zbyt duże... Po drugie - zbyt dobrze znam prawdziwe myśli wszystkich bliskich na temat osób takich jak ja... Nawet gdyby ktoś z nich spróbował jakoś udawać akceptację, wiem, co na prawdę miałby w głowie...

Czuję się po raz kolejny w moim życiu mega zawieszona pomiędzy dalszym trwaniem i brnięciem w ten marazm, a podjęciem wreszcie działań i jedynej właściwej decyzji i boję się, że po raz kolejny dokonam tego samego wyboru i wciąż będę walczyła ze sobą, żyjąc najpiękniej jak się da ku chwale wszystkich innych...

Dlaczego?

Boję się stracić to na co tyle pracowałam: kogoś bliskiego, relacje z rodziną, przyjaciół, znajomych, pozycję w społeczeństwie i w miarę dochodową pracę... Nawet jeśli to wszystko nie jest prawdziwe... to tworzy spuściznę moich czynów, dziedzictwo moich fikcyjnych działań i jest zestawem moich osiągnięć w blisko 30 letniej egzystencji...

Jeśli się zdecyduję to wszystko zostawić to... po zakończeniu kuracji będę miała pewnie 32 lata... Zacznę od nowa jako nienaturalnie wysoka (190cm) kobieta po maturze z być może wątpliwą urodą, nie wiadomo gdzie, kompletnie sama, bez pracy, bez grosza przy duszy, a być może nawet z jakimiś długami...

Dlatego... Ja już nie proszę, a błagam... Jeśli ktoś ma pomysł jak podjąć właściwe kroki, jak zacząć, jak nie powielać więcej błędów i nie brnąć wciąż w tę bezkresną, fikcyjną egzystencję... Niech podpowie... Ja desperacko potrzebuję bodźca, który mnie WYPCHNIE i nie da mi możliwości trzymania się dalej tej "bezpiecznej fikcji"...

Nikomu źle nie życzę, ale czasami mam wrażenie, że tylko gdyby wszyscy najbliżsi nagle wymarli, wyjechali, zniknęli to byłabym w stanie pójść we właściwą stronę... A ja wiem, na prawdę wiem, ze to jedyne słuszne rozwiązanie...
 
 
wendigo
użytkownik
TRU ts ;)


Tożsamość płciowa: m
Preferowany zaimek: on
Punktów: 1019
Posty: 10131
Wysłany: 2016-04-06, 07:19   Re: Jak pójść we właściwym kierunku...?

Mere napisał/a:

Natomiast 90% mojego otoczenia jest MEGA anty nastawiona do wszystkich odchyłów od norm kościoła - z moją obecną partnerką na czele... Gdy tylko gdzieś w TV pojawi się temat, aborcji, homoseksualizmu lub transseksualizmu - chociażby słowem - jest dyskusja na pół godziny - wyszydzanie, potępianie, posyłanie "dziwolągów" do piekła bez sądu...

I dajesz radę być z taką osobą? Ja bym nie wytrzymał... Zrezygnować z takiego związku, to żadna strata.

Hmm, nie wiem co Ci poradzić ale co z tą pracą, dlaczego niby masz ją stracić? Może wcale by tak nie było?

Cytat:
ale czasami mam wrażenie, że tylko gdyby wszyscy najbliżsi nagle wymarli, wyjechali, zniknęli to byłabym w stanie pójść we właściwą stronę...

Ja też tak myślałem kiedyś, to nie była prawda :P
_________________
 
 
Freja
ateistyczna bogini
Freja Draco


Tożsamość płciowa: k
Preferowany zaimek: ona
Punktów: 838
Posty: 6591
Wysłany: 2016-04-06, 11:38   

Mere napisał/a:
Zdaję sobie sprawę, że nie czytając większości tematów na forum ryzykuję, że napiszę kolejny wywód z gatunku oklepanych "żali"

Zasadniczo tak. Co nie zmienia faktu, że te żale, to twoja aktualna rzeczywistość. No i zaletą powyższego faktu jest to, że wielu z nas coś podobnego przechodziło, czy nawet przechodzi, więc nie będzie trudno zrozumieć :)

Mere napisał/a:
Nikomu źle nie życzę, ale czasami mam wrażenie, że tylko gdyby wszyscy najbliżsi nagle wymarli, wyjechali, zniknęli to byłabym w stanie pójść we właściwą stronę... A ja wiem, na prawdę wiem, ze to jedyne słuszne rozwiązanie...

Dawno, dawno temu, jak jeszcze próbowałam studiować na Politechnice Wrocławskiej na wydziale elektrycznym i mi tam kompletnie nie szło, to miewałam takie fantazje, że meteoryt spada na Wrocław i unicestwia tym sposobem moje złe oceny :p

I w głowie mi się dzisiaj nie mieści, jak mogłam wtedy tak myśleć i jak mogło mi się wtedy w głowie nie mieścić, że mogę po prostu zmienić kierunek studiów na jakiś inny, zamiast męczyć się z czymś, co mi zupełnie nie leży :p :p

Mere napisał/a:
Ja desperacko potrzebuję bodźca, który mnie WYPCHNIE i nie da mi możliwości trzymania się dalej tej "bezpiecznej fikcji"...

Jeśli to jak się obecnie czujesz, nie jest dla ciebie dostatecznym bodźcem, no to nie wiem :/
Ale mogę cię zapewnić, że lepiej nie będzie, a prawdopodobnie będzie coraz gorzej.
Ale nie jesteś pierwszą ani ostatnią osobą, która ma ogromnego cykora, przed wykonaniem kroku, który wywróci całe jej dotychczasowe życie do góry nogami. Nawet jeżeli to ich dotychczasowe tak naprawdę stoi na głowie.

Mere napisał/a:
Mam dziewczynę, do której jestem mega przywiązana i przyzwyczajona... emocjonalnie jestem tego pewna... Nie pasujemy do siebie wcale... (całkiem różne zainteresowania, SKRAJNIE różne poglądy, gusta, itp., itd...) Natomiast oboje nas łączy to, ze mega się dla siebie nawzajem staramy... Ona idealnie wpisuje się w moją długoletnią praktykę - walki z samą sobą i życia nieswoim życiem. Jest idealną osobą dla mojej udawanej wersji.

No to na 99% zapowiada się, że z wami koniec. Jeśli mogę pocieszyć: o kimś, z kim nic oprócz emocji nas nie łączy zapomina się dużo łatwiej. Owszem, trzeba najpierw odchorować swoje, ale jak emocje już odejdą, nie ma się raczej poczucia straty.

Swoją drogą: przeżyłam w życiu jeden taki związek. Trwał raptem kilka miesięcy, dziewczyna była w porządku, uczciwa, czuła, podobnie potłuczona przez życie jak ja. Kochałam ją i jednocześnie męczyłam się strasznie. Trudno mi wyobrazić sobie pięć lat spędzonych z kimś, z kim nic mnie nie łączy.

Mere napisał/a:
Raz... Jakieś dwa lata temu... ale jeden jedyny raz zdobyłam się na odwagę i zwierzyłam ze wszystkiego przyjaciółce... Po długiej rozmowie powiedziała, że mnie będzie wspierać, a jak coś nawet ze mną się wyprowadzi i że w sumie to zawsze chciała mieć tak dobrą przyjaciółkę, jakiego miała we mnie przyjaciela... Niemniej od tamtej pory dość szybko nasz kontakt się pogarszał... Bardzo rzadko rozmawialiśmy... Od około roku myślę, że bezpiecznie mogę powiedzieć, ze jesteśmy znajomymi z osiedla i mówimy sobie "cześć" mijając się na ulicy...

To strzelanie w ciemno, ale obstawiałabym, że proponując wspólną wyprowadzkę, nie myślała o tobie, jako o przyjaciółce. A później albo jej przeszło, albo uświadomiła sobie, że to nie będzie tak działać, jak sobie umyśliła i teraz czuje się z tym wszystkim głupio.

Mere napisał/a:
Boję się stracić to na co tyle pracowałam: (...) w miarę dochodową pracę...

Dlaczego pracę? Bo wszystko inne jest w sumie do odbudowania, ale źródło dochodów jest tu kluczowe, żeby zrobić, co chcesz i jeszcze przeżyć.

Mere napisał/a:
Dlatego... Ja już nie proszę, a błagam... Jeśli ktoś ma pomysł jak podjąć właściwe kroki, jak zacząć, jak nie powielać więcej błędów i nie brnąć wciąż w tę bezkresną, fikcyjną egzystencję... Niech podpowie...

Źródło dochodów. Jeśli obecne może się posypać w wyniku tranzycji, to kombinuj, co możesz tu zmienić. Wtedy rzecz będzie do ogarnięcia, co nie znaczy, że nie zaboli.
 
 
Jeżynka
użytkownik

Preferowany zaimek: bez zaimków
Punktów: 943
Posty: 1164
Wysłany: 2016-04-06, 12:27   Re: Jak pójść we właściwym kierunku...?

wendigo napisał/a:
Mere napisał/a:

Natomiast 90% mojego otoczenia jest MEGA anty nastawiona do wszystkich odchyłów od norm kościoła - z moją obecną partnerką na czele... Gdy tylko gdzieś w TV pojawi się temat, aborcji, homoseksualizmu lub transseksualizmu - chociażby słowem - jest dyskusja na pół godziny - wyszydzanie, potępianie, posyłanie "dziwolągów" do piekła bez sądu...

I dajesz radę być z taką osobą? Ja bym nie wytrzymał... Zrezygnować z takiego związku, to żadna strata.

Podejrzewam, że musi w jakiś mniej lub bardziej uświadomiony sposób dzielić te poglądy, stąd też te wewnętrzne konflikty i niezdecydowanie.

Cytat:
ale czasami mam wrażenie, że tylko gdyby wszyscy najbliżsi nagle wymarli, wyjechali, zniknęli to byłabym w stanie pójść we właściwą stronę...

Pewnie nie, bo zawsze zostanie jakiś lęk. Szczególnie jeśli do tej pory prezentowało się taką wrażliwość na odrzucenie.
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2016-04-06, 13:15   

Co do pracy:

Moja praca opiera się na kontakcie twarzą w twarz z wieloma innymi osobami i generalnie nie bardzo mogę sobie pozwolić na jakieś gwałtowne zmiany image'u...
Problem jest o tyle nurtujący, że jak wspominam, trochę mi się poszczęściło w życiu, bo mimo, że posiadam odpowiednie umiejętności to w papierach tylko matura, mało świetlana perspektywa...

Co do różnicy poglądów:
Trudno powiedzieć, że "w jakimś stopniu" podzielam te poglądy, gdyż wszystkie próby wciągnięcia mnie w drwinę lub krytykę kwituję, że "mi takie osoby absolutnie nie przeszkadzają i powinny robić, co same uważają za najlepsze dla siebie". Stwierdzenie krótkie, które zarabia mi kilka krzywych spojrzeń, ale wystarczająco ogólnikowe żeby nie musieć się głębiej z czegokolwiek tłumaczyć...

A jeszcze uzupełniając temat:
Wydaje mi się, że ostatnią szpilką jest fakt, że "prawda wyjdzie na wierzch" i co wtedy... Jeśli ktoś podczas całego procesu będzie mi sprawę utrudniał? Jeśli podczas któregoś zabiegu coś się nie uda jak trzeba i zostanę fizycznie jakimś miksem bardziej niż kobietą...?

W ostatnich latach nabrałam trochę pewności siebie w rzeczach stricte zależnych ode mnie, więc wierzę, ze jakoś pracę znajdę... Natomiast czytałam sporo o tym, że coś może pójść nie tak podczas całego procesu przemiany i chyba to jest ten główny lęk... Zrezygnować z tego co mam i nie otrzymać tego, czego chcę...

Z góry zaznaczam - nie mam jakichś wygórowanych zachcianek - chciałabym żeby wszystko po prostu odbyło się zdrowo i kompletnie, a żeby wszystkie formalności nie okazały się jedną wielką katorgą... Po prostu przeraża mnie myśl, że decydując się na ten krok, mogę natrafić na masę przeszkód, z którymi przyjdzie mierzyć się samotnie... A samotną walką jestem po latach umęczona...
 
 
lexel
użytkownik

Tożsamość płciowa: m
Kim jesteś: ts
Preferowany zaimek: on
Punktów: 63
Posty: 715
Wysłany: 2016-04-06, 15:39   

Gwałtownych zmian tutaj raczej w ogóle nie będzie po za gwałtowną zmianą w papierach - wszystko co operacyjnie i hormonalnie przechodzą emki da się ukryć pod płaszczykiem ginekomastii czy zaburzeń hormonalnych.
""prawda wyjdzie na wierzch" i co wtedy... Jeśli ktoś podczas całego procesu będzie mi sprawę utrudniał? Jeśli podczas któregoś zabiegu coś się nie uda jak trzeba i zostanę fizycznie jakimś miksem bardziej niż kobietą...?"
Prawdopodobnie za 3 lata po rozpoczęciu tranzycji wyjdzie na jaw dla Twoich rodziców bo trzeba będzie ich pozwać, ale to już naprawdę ostatni etap.

Czego się najbardziej obawiasz tego że penis mógłby Ci "zostać"? Czy Twoja twarz po dobrym makijażu uchodzi za kobiecą czy raczej jesteś na tyle mocno zbudowana że chciałabyś przejść feminizację?
Tak żeby na stałe Ci "został mix" to nie ma, wystarczą pieniądze i będziesz super wyglądać, a wysokich kobiet jest masa.
 
 
Claudo
użytkownik


Preferowany zaimek: ona
Punktów: 1
Posty: 211
Wysłany: 2016-04-06, 18:23   

lexel napisał/a:
a wysokich kobiet jest masa.

http://facet.onet.pl/piek...biznesie/4zr09g
 
 
 
wendigo
użytkownik
TRU ts ;)


Tożsamość płciowa: m
Preferowany zaimek: on
Punktów: 1019
Posty: 10131
Wysłany: 2016-04-06, 20:16   

Freja napisał/a:

Mere napisał/a:
Nikomu źle nie życzę, ale czasami mam wrażenie, że tylko gdyby wszyscy najbliżsi nagle wymarli, wyjechali, zniknęli to byłabym w stanie pójść we właściwą stronę... A ja wiem, na prawdę wiem, ze to jedyne słuszne rozwiązanie...

Dawno, dawno temu, jak jeszcze próbowałam studiować na Politechnice Wrocławskiej na wydziale elektrycznym i mi tam kompletnie nie szło, to miewałam takie fantazje, że meteoryt spada na Wrocław i unicestwia tym sposobem moje złe oceny :p

O, Ty też? :mrgreen:

Mere napisał/a:
Jeśli podczas któregoś zabiegu coś się nie uda jak trzeba i zostanę fizycznie jakimś miksem bardziej niż kobietą...?

A jeśli jutro wpadniesz pod samochód i zostaniesz warzywem? Pewnie, taka możliwość istnieje. Ale moim zdaniem perspektywa wpadnięcia pod samochód jest bardziej prawdopodobna niż aż takie komplikacje, których nie dałoby się ni jak naprawić, a przecież nie siedzisz cały czas w domu w obawie przed wypadkiem ;)
Poza tym... nie wiem jak przezywasz siebie, jak się widzisz, ja np. widziałem się tak, że i tak nie jestem kobietą, ciało i tak jest paskudne, to gorzej już nie będzie nawet gdyby coś poszło nie tak :P
_________________
 
 
kicur
moderator
GeekofJurisprudence


Tożsamość płciowa: m
Kim jesteś: ts
Preferowany zaimek: on
Punktów: 473
Posty: 3607
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-04-06, 21:00   

Mere , a nie wydaje Ci się, że skoro jesteś w rzeczwistości kimś innym, to wszystko, co masz teraz, jest tak naprawdę "oszukane" albo "pożyczone"?
_________________
Każdy królem może być,
Każdy własnym królem jest.


 
 
 
Lagertha
[Usunięty]

Wysłany: 2016-04-07, 00:53   Re: Jak pójść we właściwym kierunku...?

Mere napisał/a:
Zdaję sobie sprawę, że nie czytając większości tematów na forum ryzykuję, że napiszę kolejny wywód z gatunku oklepanych "żali", niemniej to forum jest jedynym miejscem, gdzie potrafię otwarcie wypowiedzieć się o tym, co mnie dręczy
Nie szkodzi. Od tego między innymi jest to forum.

Mere napisał/a:
Mam 29 lat
Nie jest za późno by coś z życiem zrobić. Jeżeli chcesz przejść tranzycję, to da się spokojnie i w tym wieku. Mam znajomą, w podobnej sytuacji do Ciebie. Tyle, że ona ma 42 lata. Też się bardzo bała na początku. Tyle, że ona nie jest polką i nie żyje w Polsce. Więc widzisz, obawy są normalne i nie są tylko Polskim problemem. Obecnie kończy tranzycję i jest szczęśliwa... Da się. Ale z drugiej strony, nie zawsze jest super. Sama przeszłam bardzo ciężką drogę, która wpisuje się w większość tego co wymieniłaś. Ale to też przejść też się da.

Mere napisał/a:
Do czasu późnej szkoły średniej nawet nie wiedziałam, że coś takiego jak korekta płci fizycznej jest możliwa, albo, że oprócz mnie mogą być inne osoby, które czują się więźniami, więc usilnie próbowałam przekonywać siebie i zapierać się, że jestem chłopcem
Dowiedziałam się jeszcze później, bo będąc dopiero na studiach. Znam ten ból bardzo dobrze.

Mere napisał/a:
ŻYJĘ ŻYCIEM, KTÓRE JEST IDEALNE DLA MOJEGO OTOCZENIA...
To zacznij żyć własnym życiem, dobrym dla Ciebie. Tylko Ty sama możesz to zmienić. Tak samo jak tylko Ty decydujesz to kim jesteś i jak chcesz je przeżyć. Nie dawaj sobie wmówić tego czego nie chcesz. Czasem trzeba też być trochę egoistą. O ilę "egoistą" można nazawć kogoś kto chce po prostu żyć.

Mere napisał/a:
Kocham sport i obecne życie daje mi mnóstwo okazji do uprawiania go...
No i bardzo dobrze. Nikt nie mówi, że nie możesz go kochać i potem. W ogóle nie musisz zmieniać swoich zainteresowań i to niezależnie od tego co będą Ci niektórzy wmawiać. Myślisz, że jestetm stereotypową laseczką, co maluje paznokcie i ma szafę butów?

Mere napisał/a:
Zacznę od nowa jako nienaturalnie wysoka (190cm) kobieta po maturze z być może wątpliwą urodą, nie wiadomo gdzie, kompletnie sama, bez pracy, bez grosza przy duszy, a być może nawet z jakimiś długami...
Przesadzasz. Jest wiele wysokich kobiet, też CiS. A jak o wzrost chodzi, to ja sama też mam 190 cm wzrostu. Reakcja ludzi jest najczęściej taka: "Ale wysoka fajna kobieta!". Więc jak widzisz, nie musisz się bać wzrostu.

Mere napisał/a:
Ja desperacko potrzebuję bodźca, który mnie WYPCHNIE i nie da mi możliwości trzymania się dalej tej "bezpiecznej fikcji"...
No ok... Spójrz na to z drugiej strony. Jak nie weźmiesz się teraz za swoje życie, tak by żyć dla siebie, a nie dla innych. To za 10 lat możesz być znów w punkcie wyjścia. A czekając na "kopa" od życia możesz się niestety nie doczekać. Najlepiej chyba zrobisz jak sobie to wszystko bardzo dokładnie przemyślisz. A jak to zrobisz to raz jeszcze i jeszcze raz i jak będziesz mieć pewność to zrób to. Cokolwiek by to było i się tego trzymaj. Ale rób w zgodzie z sobą, tak byś wiedziała, że to jest "TO" czego naprawdę chcesz.

Mere napisał/a:
Wydaje mi się, że ostatnią szpilką jest fakt, że "prawda wyjdzie na wierzch" i co wtedy... Jeśli ktoś podczas całego procesu będzie mi sprawę utrudniał? Jeśli podczas któregoś zabiegu coś się nie uda jak trzeba i zostanę fizycznie jakimś miksem bardziej niż kobietą...?
Co się nie uda? Hormony nie zdziałają cudów? Raczej nie nastawiaj się na cuda. Choć z drugiej strony na każdego działają indywidualnie i zdażają się też i takie przypadki. A operacji nie musisz robić. Wszystko zależy od Ciebie, jak daleko chcesz zajść. Nikt nie może Cię zmusić, byś od razu szła na SRS. Masz prawo decydować, co, jak i kiedy chcesz zrobić.

Odnośnie tego, że "się wyda"... Cóż. Musisz się z tym liczyć. Ale jeżeli by się wydało. Panika jest złym doradzcą. Ludzie inaczej reagują gdy widzą kogoś kto stoi pewnie i nie ucieka przed własnym cieniem i inaczej, gdy widzą zastraszoną istotę.
 
 
Ryu
użytkownik
pangender


Preferowany zaimek: on
Punktów: 14
Posty: 1411
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-04-07, 02:45   

W Twojej historii rzuciło mi się w oczy, że zaczynałaś swoje dorosłe życie jako osoba niezaradna i niezamożna, zalękniona, bez wsparcia w rodzinie, a mimo to udało Ci się bardzo wiele osiągnąć. Sama piszesz, że odniosłaś wiele sukcesów, w tym bardzo Ci potrzebny - finansowy. To świadczy o Twojej dużej sile, a pewnie też o wielu innych cechach - których nie chcę wskazywać za Ciebie, bo myślę, że bardzo Ci pomoże zastanowienie się, co sprawiło, że dałaś radę stać się tym, kim jesteś teraz. Co było Twoim źródłem motywacji, z czego czerpałaś wsparcie, jakie są Twoje mocne strony, które doszły wtedy do głosu.

Piszę o tym, bo jesteś u progu zmian. I nie oszukujmy się, Ty te zmiany na pewno przeprowadzisz. Jak nie teraz, to za dekadę. Jak nie za dekadę, to za dwie. Wtedy, kiedy będziesz gotowa, albo kiedy nie będziesz już mogła dłużej udawać, że obecna sytuacja to spełnienie Twoich marzeń.

Jesteś więc u progu zmian, boisz się, ale w bagażu Twoich doświadczeń i zasobów jest wiele cennych skarbów. Masz pieniądze. Masz hobby. Masz stabilną pracę, z której pewnie można coś jeszcze wycisnąć (na Twoim miejscu pewnie pracowałbym tam dalej, ukrywając zachodzące pod wpływem hormonów zmiany). Masz... na pewno masz coś jeszcze. Zajrzyj do tego bagażu i przyjrzyj się, z czym możesz wyruszyć w tę podróż. Co Ci się przyda. Co zwiększy Twoje szanse. Co działało kiedyś i być może zadziała również teraz.

I zajrzyj koniecznie tutaj: http://wsparcie.transopty...a-do-tranzycji/ - na kolejnych podstronach znajdziesz trochę wskazówek, które napisałem specjalnie z myślą o osobach w Twojej sytuacji.
_________________
Przewodnik po tranzycji. Psychologiczne co i jak

Poradnik prawny - ustalenie płci z art. 189 Kpc.
 
 
ElżbietaFromage
moderator
Ośmiornica z Wenus


Kim jesteś: ts
Preferowany zaimek: ona
Punktów: 178
Posty: 2476
Skąd: Nie-biegun
Wysłany: 2016-04-07, 10:19   

Mere, moja sytuacja była (i w sumie dalej jest) dość zbieżna z twoją. Może w moich kręgach nie ma osób o konserwatywnych poglądach, są lewicowe, jednak to nic nie oznacza. Jeśli chcesz możemy porozmawiać bardziej prywatnie.

Pozdrawiam.
_________________
Wszystko jest iluzją, a ona jest udręką
 
 
Armand
użytkownik
ImperialistycznyKnur


Preferowany zaimek: on
Punktów: 775
Posty: 5187
Skąd: Katowice/Katzendorf
Wysłany: 2016-04-07, 12:29   

Witaj na forum Mere.

Nie będę się powtarzał, bo zgadzam się z tym co napisali moi przedmówcy. Chciałem dodać jeszcze jedną rzecz. Zakładając, że postanowiłabyś trwać w swoim obecnym życiu i związku - co zrobisz, kiedy Twoja partnerka zajdzie w ciążę, urodzą Wam się dzieci. Albo czy ona w ogóle sobie wyobraża tak właśnie Waszą przyszłość. Cis i hetero rodzina, niedzielne obiadki u rodziców, udawanie na wyższym poziomie, bo jak rodzina się powiększy to też przed tymi dodatkowymi bliskimi będziesz musiała udawać. Pół biedy, jakby wiedzieli, ale żylibyście ot tak, bez większych zmian. Ale oszukiwać swoją partnerkę/żonę i dzieci, to już jest niezły hardcore.

Skoro brakuje Ci życia dla siebie i według siebie, to warto, żebyś chociaż spróbowała. Ale ważne jest też to, czy chcesz dalej żyć okłamując najbliższych. Co jak pojawią się dzieci, ale Ty jednak za 10 lat stwierdzisz, ze dłużej już nie możesz?
_________________
"Jeśli chcesz mieć coś, czego nie miałeś, musisz zacząć robić coś, czego nie robiłeś."
 
 
inka
moderator
to hell and back

Preferowany zaimek: ona
Punktów: 195
Posty: 1338
Skąd: Wars&Sawa
Wysłany: 2016-04-07, 16:07   

nie czytałam innych odpowiedzi wiec mogę powtórzyć to co już napisane wyżej.

Zawsze raczej patrze się na duchowe podejście do życia ale tym razem wypowiem się na temat cielesny!

Mówisz że odłożyłaś trochę funduszu na czarną godzinę, i zdajesz sobie sprawę że kiedy postanowisz zacząć życie bez fałszu wtedy ta czarna godzina zapewne nadejdzie.
Masz racje!

Nie wiem jaki masz wygląd ale jeśli norma, to do bez oporowego manewrowania w nowym środowisku potrzebna jest opcja operacji FFS która to kosztuje zależnie od czego potrzeba, od 10-18K w dolarach. (znaczy można i 60k wydać ale wymieniam tylko takich dobrych którzy nie kasują po amerykańsku).

GRS to sprawa osobista, ale wiadomo jeśli masz uczucia jakie masz i chciała byś kiedyś mieć mężczyznę jako partnera który traktował by ciebie jako kobietę ( uważam że to jest temat chwiejny bo prawda o naszej przeszłości zawsze jakoś wyjdzie na jaw czy to z naszych ust czy kogoś innego, ale nie stoi nic na przeszkodzie aby zlikwidować wszelkie tematy oporu) to GRS wychodzi około 14-18k dolców.

No i strata pracy, a wiec wystarczająco tyle odłożonych aby przez okres przejściowy było na dach nad głową, bo o żarciu nie mowie bo dieta zawsze się przyda, lol.

To wszystko to tylko początek realiów perfekt "transition" biorąc pod uwagę że 95% dziewczyn na coś takiego pozwolić sobie nie może.
Nie ma tu miejsca na łatwiznę, niestety, czy ma się fundusz czy nie droga ta jest jak gdyby drogą krzyżową.
No ale taka jest cena naszej wolności.
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2016-04-08, 01:36   

Przede wszystkim dziękuję wszystkim, którzy zdecydowali się poświęcić chwilkę czasu na zabranie głosu w tym temacie.

Dużo w tym temacie wątpliwości - i jak widzę słusznie - budzą kwestie finansowe...

Uczciwie się przyznaję, że dla mnie przejście przez cały proces bez pełnej operacyjnej fizycznej korekty nie jest rozwiązaniem...
Sama kwestia mojej wizualności nie ukrywam jest dla mnie dość istotna. Nie celuję w wygląd super modelki - nie w tym rzecz... natomiast chciałabym mieć normalne funkcjonalne organy i wyglądać na koniec tak żebym idąc ulicą nie wyróżniała się jako element kompletnie odmienny... Może wkrada się w moją głowę panika, ale po prostu się na tym nie znam...

Dlatego uczciwie mówiąc... Jakim stanem finansowym i na jakich etapach czasowych (pytam o realny stan) musze dysponować, żebym nie musiała czuć się zagrożona każdego kolejnego ranka, ze coś pójdzie nie tak...

Dziękuję również za zdrowo rozsądkową podpowiedź, o której wbrew wszelkiej podstawowej logice zapomniałam... Prawdopodobieństwo, że mój wygląd zmieni się w krótkim czasie nie jest zbyt duże, więc myślę, że co najmniej przez kolejny rok nie musiałabym obawiać się o zarobki... Typując pi razy drzwi po okresie pierwszego roku, razem z tym, co mam do tej pory odłożone mogłabym dysponować kwotą rzędu 35 tysięcy. Czy ktoś ma pomysł w jakiej realnej sytuacji mogłabym się z tym znaleźć i czy w ogóle jest sens "ruszać" ze szczerą nadzieją, ze wszystko zakończy się happy endem?

Jak już pisałam... Ja już się nie łudzę, że to życie, które mam może być tym prawdziwym... Problem w tym, że odgrywając rolę przez niebawem dwadzieścia lat tak na prawdę jedyne co wiem, ze potrafię to właśnie udawać... To jak ze zwierzętami, które były całe życie w niewoli i wypuszczone na wolność nie potrafią sobie poradzić... Ja też boję się trochę tej wolności i staram się zebrać argumenty, które powiedzą mi "przeżyjesz, poradzisz sobie nawet jeśli to będzie wyzwanie z jakim nigdy się nie mierzyłaś...". Jeśli mam tysiąc pytań "a jak nie poradzę sobie z...?" to między innymi po to napisałam, że chce znaleźć tysiąc odpowiedzi, które powiedzą "będzie dobrze, nie martw się..."

Co do tego argumentu, że za dziesięć lat i tak to zrobię - to jest silny bodziec... Bo już dziś często sobie myślę, czemu jednak "jakoś" tego nie zrobiłam 10 lat temu - zmarnowałam przez to 10 najpewniej pięknych lat... Perspektywa, że za 10 lat będę miała świadomość, że zmarnowałam 20 lat... auć, boli...

Co do sportu - Jasne będzie zawsze obecny i wiem, że nie musze z tym kończyć... Mogą mi się jedynie zmienić możliwości uprawiania go... Jeśli u mnie w mieście w siatkówkę, koszykówkę, czy nożną grają tylko mężczyźni to trudno będzie mi znaleźć nową grupę, bo z obecnej siłą rzeczy wypadnę. Ale akurat to jest najmniejszy problem i tutaj dużych zwątpień nie mam :)

Co do "wyda się"... Cóż, na etapie kiedy zmiany zaczną być zbyt jednoznaczne na 99,99% wyprowadzę się - nie przesadnie daleko, ale na pewno za granice swojego powiatu. Wystarczająco daleko żeby nie widywać na każdym kroku znajomych, wystarczająco blisko żeby móc regularnie spotykać tą nieliczną grupkę znajomych, która nie zerwie ze mną kontaktu, kiedy okaże się, ze ich "okłamywałam"...

Prawdziwym problemem jest kwestia rodziców... Jak wspominałam, nigdy nie było nam po drodze... Z jednej strony jestem od nich od dawna niezależna... i potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której powiedzą trudno, "rób se co chcesz", ale jakoś bliżej mi do wersji "już cię kompletnie po#$%^, kończ wygłupy". Jasne, nauczyłam się żyć "bez" nich i nie jestem na ich utrzymaniu, ale jak pomyślę, ze mogliby mi robić problemy w sądzie to tez mnie demotywuje...

Co do tego, co sprawiło, ze stałąm się silna i sporo osiągnęłam...?
Znalazłam się w punkcie, gdzie nie miałam nic i tym samym nic nie mogłam stracić... Mogłam zaryzykować i przestać się bać... Stałąm się odważna i pewna siebie... Tyle tylko, ze teraz jest dokładnie odwrotnie... mam bardzo stabilną i wypracowaną sytuację, którą strace na pewno...

@ElżbietaFromage

Bardzo chętnie, czy mam odezwać się w formie jakiejś wiadomości prywatnej na forum czy jak? :)

Co do mojego obecnego związku:
Partnerka chce mieć rodzinę, dzieci... Ja wiem, że byłabym dobrym rodzicem - mnóstwo czasu spędzałam w różnym charakterze z dziećmi, młodzieżą...
Natomiast... Ona na 99% nie może mieć dzieci... A w dodatku mi nieszczególnie zależy na kontaktach seksualnych... Zwyczajnie odbywanie ich - przynajmniej z perspektywy mężczyzny - jest dla mnie nijakie... Jest to czynność, w której po raz kolejny - jeśli mam się odnaleźć to wyłącznie dla partnerki, a nie ze względu na własną chęc...
W związku z tym perspektywa pojawienia się dzieci nie jest wybitnie prawdopodobna...

Niemniej sam fakt, że jest to możliwe BARDZO daje mi do myślenia... i wiem, że w tej chwili zdecydowanie nie chciałabym tego... Jak wspominałam od około półtora roku krok po koroku dociera do mnie, że już nawet nie próuję się oszukiwać, zwyczajnie nie znam więcej "sztuczek", które mnie samą przechytrzą...

W ciągu dnia trzyma mnie komfort tej przytulnej codzienności, wygoda, przyjazne i zadowolone twarze... Zgodzicie się, że przyjazna i radosna codzienność całego otoczenia jest czymś co przyciąga nawet jeśli posiada się wewnętrzny niepokój i smutek... - ale jak tylko jestem sama to pierwsza myśl, która się pojawia to, że zmęczyłam się tą "grą" i muszę odsapnąć... Ja każdego dnia czekam aż będę sama w domu, po wszystkich obowiązkach i kontaktach z innymi... inaczej oddycham...

Co do operacji FFS - znó nie chce wyjść na panikarę - ale czy taka operacja ma jakieś długofalowe skutki uboczne? czy raczej po zrobieniu jej można po prostu cieszyć się na stałę efektami?

Jeśli chodzi o GRS to jak wspomniałam wcześniej jest to dla mnie jeden z priorytetów i jeden z obowiązkowych elementów. Jeśli nie będę miałą pewności, ze przejdę ten zabieg to raczej nie zdecyduję się na rozpoczęcie całej "przemiany".

Jak już pisałam wcześniej... Chciałabym wiedzieć, czy REALNIE mając jako bazę około 35 tysięcy PLN na ten cel mogę zaczynać... czy po prostu muszę gdzieś wygrać w totka drugie tyle i wtedy dopiero mogę powoli planować...?
 
 
ElżbietaFromage
moderator
Ośmiornica z Wenus


Kim jesteś: ts
Preferowany zaimek: ona
Punktów: 178
Posty: 2476
Skąd: Nie-biegun
Wysłany: 2016-04-08, 10:51   

Mere napisał/a:
@ElżbietaFromage

Bardzo chętnie, czy mam odezwać się w formie jakiejś wiadomości prywatnej na forum czy jak?

Najlepiej pisz na GG, a jeśli nie używasz to wyślij na PW
_________________
Wszystko jest iluzją, a ona jest udręką
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2016-05-01, 01:37   

Minęło kilka tygodni, w trakcie których praktycznie nie byłam w stanie myśleć o niczym innym, w pracy praktycznie nieobecna, przy innych sprawach rozkojarzona...

Niemniej myślę, że jestem w stanie zrobić wreszcie ten właściwy krok. Oczywiście, mam jak każda chyba osoba na moim miejscu masę pytań, wywołanych nieco dezinformacją (ja wiem, ze są portale, gdzie jest dokładny opis etapów i czytałam te informacje. Niemniej pewne pytania wciąż pozostają). Zajrzałam na fora i próbowałam poszukać podobnych wątków, pewnie gdzieś zakopane w przeszłości przewijały się, niemniej - jeśli można - to chciałabym zadać swoje pytania tutaj (jeśli okaże się, ze to nie ten dział forum itp. to przepraszam - i proszę o wskazówkę jak się za to zabrać poprawnie).

Pytań jest oczywiście więcej, ale na początek:

Czy w Warszawie jest jakiś seksuolog, do którego mogę udać się i który cierpliwie podejdzie do mojego problemu? (nie ma to dla mnie znaczenia, czy będzie to kobieta, czy mężczyzna, natomiast kluczowe jest żeby była to osoba, która odpowie na moje pytania, która pomoże rozwiać ostatnie wątpliwości, i która nie będzie w żadnym stopniu nastawiona negatywnie, nawet jeśli ja będę spięta i nieco wystraszona na wejściu).

Czy to właśnie seksuolog odpowie na WSZYSTKIE moje pytania i wątpliwości? Czy jednak odpowiedzi powinnam szukać na forum itp. licząc na Wasze większe doświadczenie w temacie?

Czy wizyty u seksuologa będą płatne? Jeśli tak, to na jakie koszty trzeba się nastawiać?

Czy jeśli wizyty u seksuologa pójdą pomyślnie i zostanie u mnie stwierdzone, co trzeba (wybaczcie nazewnictwo, ale nie wiem co dokładnie jest napisane w takim orzeczeniu) to będą jeszcze jakieś kwestie, które mogą mnie zatrzymać (poza mną samą lub finansami oczywiście) przed przebrnięciem przez cały proces korekty płci fizycznej, na które nie będę mogła nic poradzić? Chodzi mi o to żebym nie została powiedzmy po dwóch latach kuracji hormonalnej poinformowana, ze przez to lub przez tamto nie można u mnie wykonać zabiegu i że jednak ciało zostanie jakie jest...

Mam też pytania dotyczące przeciwnego bieguna kuracji:
Czytałam, ze proces sądowy jest "jednorazowy". Czy to znaczy, ze jakbym jakimś pechem przegrała sprawę to już nigdy nie będę mogła zmienić swoich męskich danych? I czy jeśli zatrudnię prawnika to mogę liczyć, że sprawa będzie wygrana?

Co za tym idzie: Czy gdyby jednak w sądzie coś się nie powiodło to znaczy, ze nie będę mogła przejść operacji SRS? Czy zabieg jest sprawą niezależną od orzeczenia sądu?

No i w końcu: Czy operację można wykonać wcześniej niż po 2-3 latach? Czy jest jakiś minimalny czas lub jakiś "papier" bez którego nie można się poddać zabiegowi? Czy w teorii można byłoby nawet jutro jeśli ktoś ma pieniądze? Oczywiście nie zamierzam niczego ponaglać, chodzi mi o informację.

Na szybko to są pytania, które najwięcej wątpliwości budził u mnie w ostatnim czasie...
 
 
Ryu
użytkownik
pangender


Preferowany zaimek: on
Punktów: 14
Posty: 1411
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-05-01, 02:09   

Na szybko - tylko kilka odpowiedzi.

Mere napisał/a:
Czytałam, ze proces sądowy jest "jednorazowy". Czy to znaczy, ze jakbym jakimś pechem przegrała sprawę to już nigdy nie będę mogła zmienić swoich męskich danych?

Tak. Chodzi o powagę rzeczy osądzonej, czyli że sprawa, którą podnosisz, jest na tyle ważna, że nie możesz jej podnieść drugi raz z tymi samymi dowodami. A nowych mieć nie będziesz.
Na http://prawo.transoptymista.pl mój kolega pisze o sytuacjach, na których można się przejechać, i co w takiej sytuacji zrobić. Wczytaj się w tekst, a w razie konkretnych wątpliwości - dopytaj nas, to odpiszemy na ramach portalu (to znaczy on mi powie, co napisać, a ja to zamieszczę :D ).

Mere napisał/a:
I czy jeśli zatrudnię prawnika to mogę liczyć, że sprawa będzie wygrana?

Nie. Zatrudniając obeznanego z tematem prawnika, możesz liczyć na to, że zatroszczy się o to, byś nie wpadła na jakiejś głupocie czy niedopatrzeniu, nie pogrążyła się poprzez nieznajomość jakiejś procedury, impulsywne działanie czy innym działaniu amatora. Prawnik nie jest jednak cudotwórcą i jeśli dowody będą świadczyły przeciw Tobie, czy może raczej będą za słabe, by obronić wniosek, że jesteś kobietą (nie transseksualistką, kobietą), to możesz przegrać sprawę. Dzieje się tak jednak baaaardzo rzadko. Trzeba się naprawdę postarać, żeby uwalić sprawę o korektę płci :)

Cytat:
Co za tym idzie: Czy gdyby jednak w sądzie coś się nie powiodło to znaczy, ze nie będę mogła przejść operacji SRS? Czy zabieg jest sprawą niezależną od orzeczenia sądu?

W Polsce taki zabieg jest nielegalny, natomiast słyszałem o ludziach, którzy obchodzą prawo, robiąc zabieg za granicą. Nie zostałabyś za to ukarana (karany jest lekarz), natomiast w pewnych sytuacjach (np. szpitale) mogłabyś mieć trudności jako mężczyzna z waginą, musiałabyś się więc z tym liczyć.

Cytat:
Czy operację można wykonać wcześniej niż po 2-3 latach? Czy jest jakiś minimalny czas lub jakiś "papier" bez którego nie można się poddać zabiegowi? Czy w teorii można byłoby nawet jutro jeśli ktoś ma pieniądze? Oczywiście nie zamierzam niczego ponaglać, chodzi mi o informację.

Można wykonać wcześniej niż po 2-3 latach, jeśli się sprężysz, to możesz się wyrobić ze wszystkim w rok. Jednak WPATH zaleca, by najpierw trochę pożyć jako kobieta, a dopiero potem robić operację - choćby po to, by uniknąć błędnej decyzji. Warto też zadbać o wsparcie psychologiczne w czasie poprzedzającym operację oraz już po zabiegu.
_________________
Przewodnik po tranzycji. Psychologiczne co i jak

Poradnik prawny - ustalenie płci z art. 189 Kpc.
 
 
Jeżynka
użytkownik

Preferowany zaimek: bez zaimków
Punktów: 943
Posty: 1164
Wysłany: 2016-05-01, 02:15   

Cytat:
Czy to właśnie seksuolog odpowie na WSZYSTKIE moje pytania i wątpliwości? Czy jednak odpowiedzi powinnam szukać na forum itp. licząc na Wasze większe doświadczenie w temacie?

Nikt tego nie zrobi (w sensie odpowiedzi na wszystko). Ani lekarz, ani forum.

W kwestii SRS każdy chirurg ma swoje wymagania, przeważnie chcą listu od lekarza prowadzącego, czasami też psychologa.
 
 
kicur
moderator
GeekofJurisprudence


Tożsamość płciowa: m
Kim jesteś: ts
Preferowany zaimek: on
Punktów: 473
Posty: 3607
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-05-01, 14:07   

Ryu napisał/a:


Mere napisał/a:
Czytałam, ze proces sądowy jest "jednorazowy". Czy to znaczy, ze jakbym jakimś pechem przegrała sprawę to już nigdy nie będę mogła zmienić swoich męskich danych?

Tak. Chodzi o powagę rzeczy osądzonej, czyli że sprawa, którą podnosisz, jest na tyle ważna, że nie możesz jej podnieść drugi raz z tymi samymi dowodami. A nowych mieć nie będziesz.
Na http://prawo.transoptymista.pl mój kolega pisze o sytuacjach, na których można się przejechać, i co w takiej sytuacji zrobić. Wczytaj się w tekst, a w razie konkretnych wątpliwości - dopytaj nas, to odpiszemy na ramach portalu (to znaczy on mi powie, co napisać, a ja to zamieszczę :D ).


Niezupełnie... potrafię sobie wyobrazić, kiedy ktoś po jednym przegranym procesie robi coś w kierunku korekty płci i w konsekwencji jest w stanie dostarczyć sądowi nowe dowody.

Przykład:
-poddanie się za granicą operacji składającej się na korektę płci, np. panhisterektomii czy orchidektomii => dokumentacja medyczna potwierdzająca dokonanie takiego zabiegu,
-rozpoczęcie funkcjonowania w roli społecznej właściwej dla odczuwanej płci w jakimś środowisku, np. w pracy => zeznania świadka utrzymującego kontakty z powodem w ramach tego środowiska.

Niestety wtedy drugi, korzystny wyrok, nie anuluje tego pierwszego, który stwierdzał, że jest się osobą swojej biologicznej płci, tylko jest zupełnie nowym orzeczeniem. W konsekwencji zmiana prawnego orzeczenia płci następuje w chwili uprawomocnienia się tego drugiego wyroku, a jeśli ktoś wygrywa za pierwszym razem, to wtedy przyjmuje się, że od momentu urodzenia był osobą swojej płci odczuwanej :)
_________________
Każdy królem może być,
Każdy własnym królem jest.


 
 
 
wendigo
użytkownik
TRU ts ;)


Tożsamość płciowa: m
Preferowany zaimek: on
Punktów: 1019
Posty: 10131
Wysłany: 2016-05-01, 16:32   

Mere napisał/a:
Czy wizyty u seksuologa będą płatne? Jeśli tak, to na jakie koszty trzeba się nastawiać?

Raczej tak, na NFZ przyjmuje w tej sprawie chyba tylko dwa miejsca w Polsce. Koszty jak za wizytę u innych specjalistów prywatnie - 100 do 200zł za godzinę, częściej chyba jednak te 100-150zł niż 200zł na szczęście ;)

Mere napisał/a:
Czy jeśli wizyty u seksuologa pójdą pomyślnie i zostanie u mnie stwierdzone, co trzeba (wybaczcie nazewnictwo, ale nie wiem co dokładnie jest napisane w takim orzeczeniu) to będą jeszcze jakieś kwestie, które mogą mnie zatrzymać (poza mną samą lub finansami oczywiście) przed przebrnięciem przez cały proces korekty płci fizycznej, na które nie będę mogła nic poradzić?

Nie wiem, może choroby typu HIV? Podobno z tym lekarze często nie chcą operować (ale też nie wszyscy), może jakieś inne choroby będące na tyle poważnymi że by absolutnie nie można było u Ciebie zastosować narkozy itp. albo przeprowadzić operacji.

Mere napisał/a:
Czytałam, ze proces sądowy jest "jednorazowy". Czy to znaczy, ze jakbym jakimś pechem przegrała sprawę to już nigdy nie będę mogła zmienić swoich męskich danych?

Nie. Są osoby, które przegrały sprawę i po kilku latach (po dwóch chyba można/jest sens) złożyły ponownie i zmieniły płeć metrykalną. Np. jeden z moderatorów na Niebieskim Forum. A chyba było takich osób więcej ale wiem tylko co do niego.
Wiem, że Ryu odpowiedział Ci coś innego i Ryu ma kolegę prawnika i... Ale jak widzisz - prawo sobie, a praktyka sobie ;)

Mere napisał/a:
I czy jeśli zatrudnię prawnika to mogę liczyć, że sprawa będzie wygrana?

Nie (tu Ryu dobrze wyjaśnił). Moim zdaniem nie ma sensu brać prawnika w naszych sprawach.

Mere napisał/a:
Co za tym idzie: Czy gdyby jednak w sądzie coś się nie powiodło to znaczy, ze nie będę mogła przejść operacji SRS? Czy zabieg jest sprawą niezależną od orzeczenia sądu?

W Polsce nie będziesz mogła (ale i chyba na tą chwilę nikt go w Polsce nie wykonuje). Za granicą jest inne prawo, wystarczy diagnoza. Aczkolwiek o tym też Ryu napisał - będziesz wtedy prawnie w Polsce facetem z waginą...

Mere napisał/a:
No i w końcu: Czy operację można wykonać wcześniej niż po 2-3 latach? Czy jest jakiś minimalny czas lub jakiś "papier" bez którego nie można się poddać zabiegowi? Czy w teorii można byłoby nawet jutro jeśli ktoś ma pieniądze? Oczywiście nie zamierzam niczego ponaglać, chodzi mi o informację.

Papier musisz mieć wszędzie. Zagraniczni chirurdzy będą najpewniej chcieli taki list od Twoich lekarzy prowadzących.

Ryu napisał/a:
W Polsce taki zabieg jest nielegalny, natomiast słyszałem o ludziach, którzy obchodzą prawo, robiąc zabieg za granicą. Nie zostałabyś za to ukarana (karany jest lekarz)

Nie nazwałbym tego "obejściem prawa", wszystko dzieje się zgodnie z prawem, tyle że kraju, w którym zabieg byłby wykonywany. I lekarza też by nikt nie ukarał, bo polski wymiar sprawiedliwości nie sięga tak daleko :P no i jak wcześniej: lekarz nie postępuje wbrew prawu (swojego kraju).
_________________
 
 
Ryu
użytkownik
pangender


Preferowany zaimek: on
Punktów: 14
Posty: 1411
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-05-01, 22:00   

kicur napisał/a:
Niezupełnie... potrafię sobie wyobrazić, kiedy ktoś po jednym przegranym procesie robi coś w kierunku korekty płci i w konsekwencji jest w stanie dostarczyć sądowi nowe dowody.

Przykład:
-poddanie się za granicą operacji składającej się na korektę płci, np. panhisterektomii czy orchidektomii => dokumentacja medyczna potwierdzająca dokonanie takiego zabiegu,
-rozpoczęcie funkcjonowania w roli społecznej właściwej dla odczuwanej płci w jakimś środowisku, np. w pracy => zeznania świadka utrzymującego kontakty z powodem w ramach tego środowiska.

Niestety wtedy drugi, korzystny wyrok, nie anuluje tego pierwszego, który stwierdzał, że jest się osobą swojej biologicznej płci, tylko jest zupełnie nowym orzeczeniem. W konsekwencji zmiana prawnego orzeczenia płci następuje w chwili uprawomocnienia się tego drugiego wyroku, a jeśli ktoś wygrywa za pierwszym razem, to wtedy przyjmuje się, że od momentu urodzenia był osobą swojej płci odczuwanej :)

Dopytałem kolegę i się z Tobą zgodził, zaznaczając tylko, że w uchwale Sądu Najwyższego nie ma na ten ostatni temat słowa. Teraz mi się majaczy, że pisaliśmy w poradniku coś w stylu "a o nowe dowody będzie raczej trudno", a nie, że będzie to absolutnie niemożliwe. W każdym razie - musi zajść istotna zmiana sytuacji.


Tak jeszcze a propos seksuologa, od wyjaśniania ostatnich wątpliwości i takiego lepszego wglądu w siebie i swoje potrzeby, cele etc. lepszy będzie psycholog-seksuolog. Takich, którzy temat kumają, w Warszawie jest kilkoro, polecam zwłaszcza zespół Trans-Fuzji (za darmo, ale słyszałem, że dość trudno się umówić) albo, już prywatnie, Daniela Bąka, Agatę Loewe i Izabelę Jąderek (dostępną również przez Trans-Fuzję). Daniel Bąk dodatkowo szkoli specjalistów w temacie, więc można go zapytać, czy przypadkiem nie kojarzy kogoś jeszcze.
_________________
Przewodnik po tranzycji. Psychologiczne co i jak

Poradnik prawny - ustalenie płci z art. 189 Kpc.
 
 
confused
użytkownik
confused


Tożsamość płciowa: x
Kim jesteś: ?
Preferowany zaimek: dowolny
Punktów: 49
Posty: 391
Wysłany: 2016-12-05, 20:03   

Bardzo utożsamiam się z historią Mere. Czy ktoś może wie jak dalej potoczyły się losy autorki (widzę, że już niestety nie zagląda na forum)?
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2017-02-27, 07:30   

9 miesięcy po rozpoczęciu tego tematu chciałabym się ponownie odezwać do forumowiczów i uważam, że nie ma sensu tworzyć nowego tematu w tym celu...

Cóż... Okazuje się, że potrzebowałam WŁAŚNIE takiego okresu czasu żeby dojść ze wszystkim do ładu i składu.

Na wstępie - NIE, nie zaczęłam jeszcze swojej transformacji. Tchórzostwo powstrzymało mnie przez blisko rok.

Natomiast, to co pisało tu kilka osób jest prawdą: to była kwestia czasu...
W zeszłym tygodniu ujawniłam się ze wszystkim przed siostrą... Dzień później przed swoją dotychczasową partnerką... Siostra, zaakceptowała, zamierza wspierać, nie miała jakiegoś okresu, który potrzebowała to przetrawić. Prawdę mówiąc miałam nadzieję, ze tak właśnie to przyjmie i szczerze ufam, że będzie ze mną we wszystkim, co się będzie działo.
Jeśli chodzi o dziewczynę... Przyjęła to dużo lepiej (nie znaczy, ze dobrze dla samej siebie) niż się spodziewałam. Zaakceptowała fakt, ze musimy się rozstać. Wyraziła też nadzieję, ze będzie mogła mnie w tym wszystkim wspierać, docelowo zostać moją przyjaciółką, prosiła jedynie żebym z Nią kilka razy poszła do psychologa, który pozwoli Jej się oswoić z tym wszystkim. Nie czuje do mnie odrazy.

Ostatni rok przyniósł też inny przełom... mam dużo lepszy kontakt z rodzicami. Jasne, nie zamierzam im wszystkiego obwieszczać w nadchodzących tygodniach, ale... rozmawiamy częściej niż kiedyś, dużo żartujemy, sytuacje stresowe, nerwowe i spięcia stały się rzadkością. Kiedyś byłam pewna, ze kiedy przyjdzie pora to tego nie zaakceptują w żaden możliwy sposób. Teraz nadal myślę, ze umrą na zawał kiedy przyjdzie pora, ale pojawiło się chociaż światełko w tunelu...


Podsumowując: dziś jestem zdecydowana, świadoma i chyba już się nie boję... Powtarzam sobie dziś, że widocznie potrzebowałam jeszcze tych dziewięciu miesięcy, ale po rozmowach z dwoma chyba najistotniejszymi osobami w moim życiu czuję się dużo lżej, dużo lepiej i jeszcze więcej z moich wątpliwości czy lęków przeminęło.

Dziś poniedziałek... Powrót do pracy po krótkim urlopie. Jestem gotowa po prostu zacząć.

W związku z tym mam jedno pytanie: Co teraz? Powinnam pierwsze swoje kroki skierować do seksuologa i postarać się możliwie jak najszybciej uzyskać oświadczenie, że jestem osobą transseksualną, które ostatecznie rozstrzygnie formalnie temat? (W sensie da mi pewność, że pewnego dnia będę mogła przejść operację srs, bo rozumiem, że poza decyzją sądową to właśnie owo orzeczenie ma charakter decydujący?) Jeśli tak to do kogo? Czytałam BARDZO POBIEŻNIE i póki co zainteresowała mnie np. osoba doktora Libera.

Czy może zdecydowanie nie powinnam kierować się do seksuologa teraz? Dlatego, ze np. seksuolog to za głęboka woda, żeby "zacząć" i jednak powinnam skierować się gdzieś indziej? Ryu wspominał w swoim poście o kilku psychologach-seksuologach, którzy jak rozumiem, nie mają uprawnień żeby wydać odpowiednie orzeczenia. Czy jest jakieś wyraźne wskazanie dlaczego lepiej byłoby np. zacząć od któregoś z tych źródeł?

Jak zawsze - z góry dziękuję za odpowiedzi :) Chciałabym w marcu już rozpocząć swoje starania we wiadomym kierunku.
 
 
WojtekM
moderator


Tożsamość płciowa: m
Preferowany zaimek: on
Punktów: 428
Posty: 2404
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-02-27, 10:01   

Fajnie, że tak Ci się poukładało :)
Jeśli zamierzasz iść do Libera, to idź - to chyba najkrótsza ścieżka diagnozy. Nie jestem jego pacjentem, więc informacje o nim zostawiam innym. Na ostateczne orzeczenie lekarskie składają się opinie: seksuologa, psychiatry i psychologa, a wystawia je lekarz prowadzący. Według mnie, nie ma znaczenia od którego lekarza zaczniesz.
Tak, są lekarze o podwójnej specjalizacji. Moja lekarka jest psychiatrą - seksuologiem i od niej właśnie zaczynałem.
Powodzenia, Mere :)
_________________
 
 
 
Armand
użytkownik
ImperialistycznyKnur


Preferowany zaimek: on
Punktów: 775
Posty: 5187
Skąd: Katowice/Katzendorf
Wysłany: 2017-02-27, 10:30   

Mere, cieszę się, że zaczyna Ci się układać. W Twoim przypadku jeśli jesteś zdecydowana na tranzycję jest obojętne od kogo zaczniesz. Możesz iść wprost do seksuologa i w międzyczasie robić diagnostykę dla sądu w celu zmiany danych.
_________________
"Jeśli chcesz mieć coś, czego nie miałeś, musisz zacząć robić coś, czego nie robiłeś."
 
 
confused
użytkownik
confused


Tożsamość płciowa: x
Kim jesteś: ?
Preferowany zaimek: dowolny
Punktów: 49
Posty: 391
Wysłany: 2017-02-27, 19:14   

Super, powodzenia życzę! :-)
 
 
wendigo
użytkownik
TRU ts ;)


Tożsamość płciowa: m
Preferowany zaimek: on
Punktów: 1019
Posty: 10131
Wysłany: 2017-02-27, 19:41   

Mere napisał/a:

W związku z tym mam jedno pytanie: Co teraz?

Teraz przeczytaj www.transseksualizm.pl ale dokładnie, nie pobieżnie ;) No i opinie o lekarzach, tak żeby idąc do któregoś nic Cię nie zaskoczyło (Liber np. robi zdjęcia, nie każdemu to odpowiada, ale do innych np. musisz długo czekać, co z kolei innym nie odpowiada). W ogóle czytaj wszystko co Ci wpadnie w ręce/oczy ;)
_________________
Ostatnio zmieniony przez wendigo 2017-02-27, 20:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
kicur
moderator
GeekofJurisprudence


Tożsamość płciowa: m
Kim jesteś: ts
Preferowany zaimek: on
Punktów: 473
Posty: 3607
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-02-27, 19:59   

Mi by na 100% nie odpowiadało poczucie humoru Libera... i to, że mówi do pacjentów na Ty. Bardziej niż zdjęcia :v
_________________
Każdy królem może być,
Każdy własnym królem jest.


 
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2017-02-28, 07:46   

Cóż, ja osobiście pracuję w pewnym sensie w podobnych warunkach - też twarzą w twarz z ludźmi i nie ukrywam, że dużo lepiej mi się pracuje z osobami, z którymi mogę żartować, swobodnie rozmawiać "po koleżeńsku", no i mam sporą tolerancję na humor wszelkiego rodzaju, więc mi bezpośredniość, czy poczucie humoru raczej nie powinny przeszkadzać. Robienie zdjęć też mi nie przeszkadza, bo rozumiem, że nie jest tak, że sfotografuje mnie z każdej możliwej perspektywy, a później sprzeda do wszystkich dzienników w Polsce żeby się "odkuć' finansowo.

wendigo - prawdę mówiąc to mega dużo czytam i akurat tą stronę to chyba swego czasu od deski do deski przestudiowałam ;) Natomiast chyba czytam za dużo bo czasami mam już sprzeczne informacje, lub wychodzą niedoprecyzowane, dlatego postanowiłam zapytać na forum. Z myślą - jak tu będzie coś niedoprecyzowane to dopytam i tyle :)

Z resztą już pojawiło mi się pytanie:
Czy mam rozumieć, ze jeśli np. zdecyduję się na doktora Libera, to oznacza, że On zostanie moim lekarzem prowadzącym? Czy lekarza prowadzącego mam szukać gdzie indziej? Czy ewentualna decyzja od Niego będzie wystarczająca, czy konieczne będą jeszcze identyczne zaświadczenia od dwóch innych specjalistów?

O ile rozumiem, że jeśli jestem zdecydowana nie ma to większego znaczenia, to mimo wszystko nie chciałabym zacząć od wizyty, która pewnie okaże się najdroższa, skoro i tak będę musiała podobne wizyty odbyć gdzieś indziej... Prawdopodobnie chciałabym zacząć od wizyty u kogoś, kto okaże się na dłuższą metę właśnie moim lekarzem prowadzącym.

No i oczywiście dziękuję za wszystkie miłe słowa, które padły w tym temacie ;)
 
 
2in1_inkarnacje
[Usunięty]

Wysłany: 2017-02-28, 09:35   

Mere napisał/a:

Czy mam rozumieć, ze jeśli np. zdecyduję się na doktora Libera, to oznacza, że On zostanie moim lekarzem prowadzącym?

Tak, jako seksuolog, on ma taką możliwość. Ale weź pod uwagę, że Liber jest dobry do akcji typu : szybkie hormony - słabe badania plus nagie fotki i w zasadzie słabo się interesuje pacjentem. A tak, pożartować, powygłupiać się, obalić mity i kity. Ma swoich zwolenników i przeciwników. Jedni go kochają, inni by zamknęli do więzienia za hmm, "metody".

Mere napisał/a:
Czy lekarza prowadzącego mam szukać gdzie indziej?

To zależy w bardzo dużej mierze od Ciebie. Pamiętaj, że każdy seksuolog w Pl ma swoją metodologię działania i najróżniejsze "odchyły". Na tym forum byli już omawiani najpopularniejsi, typu, Liber właśnie, Robacha, Zdrojewicz, Smoliński, Dulko. Ci mają największą klientelę, przeciwników i zwolenników, czy sugerowane wady i zalety.

Cytat:
Czy ewentualna decyzja od Niego będzie wystarczająca, czy konieczne będą jeszcze identyczne zaświadczenia od dwóch innych specjalistów?

Pewnie masz na myśli sąd w przyszłości. Więc, w zasadzie, starczy Ci diagnoza, prowadzenie i skierowanie od jednego seksuologa, jako tego głównego, najważniejszego, prowadzącego, w terapii. Do całokształtu, jeśli myślisz o sądzie, oprócz diagnozy seksuologa prowadzącego, będziesz potrzebować TEŻ dokumentu 1. od psychologa 2.psychiatry 3.kariotypu ( by wykluczyć, lub ewentualnie potwierdzić interseksualizm ) 4. Innych, drobnych badań, typu : dno oka, tureckie siodełko, MMRI. I to w zasadzie tyle - każde z powyższych uzyskuje się osobno i indywidualnie.

Mere napisał/a:
O ile rozumiem, że jeśli jestem zdecydowana nie ma to większego znaczenia, to mimo wszystko nie chciałabym zacząć od wizyty, która pewnie okaże się najdroższa,

Za pierwszą wizytę u seksuologa, przygotuj się na kwotę +/- do 250 zł, w zależności od diagnosty.

powodzenia ;)
 
 
wendigo
użytkownik
TRU ts ;)


Tożsamość płciowa: m
Preferowany zaimek: on
Punktów: 1019
Posty: 10131
Wysłany: 2017-02-28, 20:07   

Mere napisał/a:
Czy mam rozumieć, ze jeśli np. zdecyduję się na doktora Libera, to oznacza, że On zostanie moim lekarzem prowadzącym?

Tak :)

Cytat:
Czy ewentualna decyzja od Niego będzie wystarczająca, czy konieczne będą jeszcze identyczne zaświadczenia od dwóch innych specjalistów?

Do sądu to tak jak pisze 2in1: będziesz potrzebować jeszcze zaświadczenia od psychologa i psychiatry.

2in1_inkarnacje napisał/a:
dno oka, tureckie siodełko, MMRI.

Ja tych badań nie miałem. Jeśli Liber na nie nie skieruje, to ja bym nie robił...
_________________
 
 
2in1_inkarnacje
[Usunięty]

Wysłany: 2017-02-28, 20:56   

wendigo napisał/a:
Jeśli Liber na nie nie skieruje, to ja bym nie robił...

Ja też bym nie robił, ale jeśli Liber nie skieruje, może to zrobić biegły w trakcie procesu, co go dodatkowo wydłuży.
 
 
wendigo
użytkownik
TRU ts ;)


Tożsamość płciowa: m
Preferowany zaimek: on
Punktów: 1019
Posty: 10131
Wysłany: 2017-03-01, 08:07   

To też prawda. Ale miałem dwóch biegłych i żaden nie skierował :P
_________________
 
 
kicur
moderator
GeekofJurisprudence


Tożsamość płciowa: m
Kim jesteś: ts
Preferowany zaimek: on
Punktów: 473
Posty: 3607
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-01, 18:52   

Ale wendigo, Twoim biegłym seksuologiem był Biela. ._.
_________________
Każdy królem może być,
Każdy własnym królem jest.


 
 
 
wendigo
użytkownik
TRU ts ;)


Tożsamość płciowa: m
Preferowany zaimek: on
Punktów: 1019
Posty: 10131
Wysłany: 2017-03-01, 20:21   

Tak, był jednym (drugim była pani psycholog). No i?
_________________
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2017-03-02, 17:42   

Dziękuję za informacje. Na tą chwilę wydaje mi się, ze rozumiem mniej więcej wszystko.

Jedynie jeszcze może pytanie, czy macie jakieś propozycje kogo wybrać jeśli chodzi o psychologa i psychiatrę? (W grę raczej wchodzi jedynie Warszawa) A może w tej kwestii też zaczekać i dopytać lekarza prowadzącego o sugestie? Generalnie chciałabym żeby całość przebiegała możliwie jak najsprawniej.

Aha i żeby tak domknąć poprzednie zagadnienie. Czysto teoretycznie - do przeprowadzenia operacji SRS w niektórych miejscach za granicą wystarczy dokument od seksuologa, czy również komplet dokumentów i badań niezbędnych do sądu?
 
 
wendigo
użytkownik
TRU ts ;)


Tożsamość płciowa: m
Preferowany zaimek: on
Punktów: 1019
Posty: 10131
Wysłany: 2017-03-02, 21:07   

Psychiatra obojętnie jaki, ma tylko stwierdzić, że jesteś osobą zdrową psychicznie, nie musi znać się na ts.

Mere napisał/a:

Aha i żeby tak domknąć poprzednie zagadnienie. Czysto teoretycznie - do przeprowadzenia operacji SRS w niektórych miejscach za granicą wystarczy dokument od seksuologa, czy również komplet dokumentów i badań niezbędnych do sądu?

Komplet badań to nie (chociaż czasem trzeba zrobić przed operacją podstawowe badania, czasem też test na HIV itp.), ale czasem wymagają dwóch pism (od psychologa i seksuologa? chyba).
_________________
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2017-03-03, 09:15   

Dziś złapałam za telefon i zastanowiłam się nad jedną kwestią, która może wielu z Was wydać się głupiutkim i mało ważnym detalem... Ano właśnie, czy przy wizycie w mojej sprawie powinnam coś powiedzieć przez telefon? Nie wiem, żeby na przykład doktor był przygotowany z jakim "problemem" przychodzę? Czy w 100% wystarczy jak powiem "dzień dobry, chciałbym zapisać się do doktora Libera, kiedy są możliwe terminy?" A później podać tylko imię i nazwisko...?

Nie wiem czemu ale kiedy czytałam zakres "usług" świadczonych przez Pana doktora w Internecie i nie było tam żadnej wzmianki nawet zbliżonej do tematu to po prostu zaczęłam się zastanawiać... Kurczę stresuję się głupotami jak nastolatka x.x
 
 
Armand
użytkownik
ImperialistycznyKnur


Preferowany zaimek: on
Punktów: 775
Posty: 5187
Skąd: Katowice/Katzendorf
Wysłany: 2017-03-03, 09:22   

Powiedz "Dzień dobry, chcę/dzwonię, żeby się umówić na wizytę do dra Libera. "
Nie wskazuje to bezpośrednio na Twoją płeć.
Nikt nie będzie Cię pytał z czym przychodzisz i nie musisz mówić, chyba, że będziesz gadać z samym Liberem i on zapyta.
W rozmowie z nim możesz używać zaimka płci odczuwanej.
_________________
"Jeśli chcesz mieć coś, czego nie miałeś, musisz zacząć robić coś, czego nie robiłeś."
 
 
Lena_D
użytkownik
Lena


Tożsamość płciowa: k
Kim jesteś: ts
Preferowany zaimek: ona
Punktów: 6
Posty: 29
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2017-03-03, 11:55   

Dr Liber jest moim lekarzem prowadzącym, przyjmuje w Krakowie i w Warszawie. W poniedziałek (6.03) właśnie wybieram się do niego (do Warszawy). Nie trzeba się umawiać na wizytę, warto natomiast zadzwonić do niego i upewnić się, czy na pewno będzie przyjmował.
_________________
 
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2017-03-03, 12:13   

Lena, czyli u dr Libera zawsze decyduje kolejność, kto pierwszy ten lepszy? Nie ma umawiania się na godziny? Czytałam gdzieś na forach, że wizyty osób TS trwają godzinę - półtorej u Niego, a jeszcze gdzieś indziej znalazłam informację, że w Warszawie przyjmuje On w poniedziałki od 14 do 16, a we wtorki od 8 do 10. Oznaczałoby to, ze dziennie przyjmuje po powiedzmy "półtorej" osoby? Czy możesz potwierdzić te godziny? Byłabym wdzięczna. Ja pracuję codziennie od południa, więc wtorkowe godziny poranne byłby dla mnie idealnym rozwiązaniem (musze godzinkę dojechać do Warszawy), czy to znaczy, ze najlepiej po prostu pojechać we wtorek i od 7:30 czekać pod gabinetem żeby być pierwszą w kolejce?

Wybacz tą lawinę pytań. :oops:
 
 
Martaa
użytkownik
Tępicielka dewotek


Tożsamość płciowa: k
Punktów: 112
Posty: 690
Wysłany: 2017-03-03, 13:36   

Mere napisał/a:
czyli u dr Libera zawsze decyduje kolejność, kto pierwszy ten lepszy? Nie ma umawiania się na godziny?

W Warszawie nie ma, decyduje kolejka w poczekalni jeśli takowa jest, jeśli nie ma, to po prostu wchodzisz do gabinetu. W Krakowie musisz się wcześniej zarejestrować w recepcji, najlepiej tydzień wcześniej.
_________________
 
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2017-03-03, 15:03   

Martaa napisał/a:

W Warszawie nie ma, decyduje kolejka w poczekalni jeśli takowa jest, jeśli nie ma, to po prostu wchodzisz do gabinetu. W Krakowie musisz się wcześniej zarejestrować w recepcji, najlepiej tydzień wcześniej.


No to sporo wyjaśnia :) A czy może ktoś jeszcze tylko potwierdzić godziny, które znalazłam? :) Czyli głównie wtorek 8:00 - 10:00? Ewentualnie poniedziałek 14-16? Kiedy się wybiorę wołałabym jednak się dostać do gabinetu :)
 
 
Martaa
użytkownik
Tępicielka dewotek


Tożsamość płciowa: k
Punktów: 112
Posty: 690
Wysłany: 2017-03-03, 15:12   

W poniedziałek przyjmuje od 14 do 18 albo dłużej, ostatnio byłam tam z koleżanką w okolicach 18 tej i był w gabinecie, w poczekalni nikogo nie było, a we wtorek na pewno od 8 ale czy do 10 czy dłużej tego już nie pamiętam, tak czy siak jak chcesz do niego pójść, to i tak lepiej zadzwonić do niego kilka dni wcześniej i potwierdzić jego obecność w danym dniu, a przy okazji możesz zapytać o godziny przyjęć, poza tym gdybym szła na rano, to szła bym przed 8 żeby sobie ewentualna kolejkę zająć. ;-)
_________________
 
 
 
Lena_D
użytkownik
Lena


Tożsamość płciowa: k
Kim jesteś: ts
Preferowany zaimek: ona
Punktów: 6
Posty: 29
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2017-03-04, 01:13   

Jestem pod jego "opieką" przeszło rok i jeszcze się nie zdarzyło, żebym czekała w kolejce. Po prostu wchodzę od razu. Raz tylko natknęłam się na znajomą, która właśnie wychodziła z gabinetu... Zawsze jestem u niego w poniedziałki, ok. godz. 14.00 lub troszkę po.
_________________
 
 
 
2in1_inkarnacje
[Usunięty]

Wysłany: 2017-03-04, 01:17   

W Wwie raczej Liber przyjmuje bez kolejki. Co nie znaczy, że zawsze. W Krakowie już różnie.
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2017-03-04, 16:27   

No to postaram się być na miejscu w ten wtorek gdzieś na 7:30. Powinno być ok :)

Gdyby ktoś miał informację, ze doktora w ten wtorek nie ma to będę wdzięczna :)
 
 
wendigo
użytkownik
TRU ts ;)


Tożsamość płciowa: m
Preferowany zaimek: on
Punktów: 1019
Posty: 10131
Wysłany: 2017-03-05, 08:14   

Zadzwoń i zapytaj. Po prostu upewnij się, że będzie. Ostatnio pisali na Niebieskim, że czasem go nie ma, bo dla jednej-dwóch osób nie opłaca mu się jechać do Warszawy, także no lepiej zadzwonić i mieć pewność niż się odbić od drzwi :P
_________________
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2017-03-06, 12:21   

Ok. Czyli jutro przyjmuje normalnie. Dowiedziałam się :) Uf...

Ale standardowo - jak to u mnie - pojawiło się sto nowych pytań :P

Może ktoś potwierdzić, ze mam dobry adres do doktora? (Kwitnąca 7/4a)
Na co powinnam się przygotować na pierwszej wizycie? - Ja wiem, że po prostu szczerze i tyle odpowiadać. Ale coś co trzeba sobie jakoś szczególnie przypomnieć bo może mieć duże znaczenie? Czytałam zbliżone tematy na stronach i forach, ale konkretnie u doktora Libera, na coś powinnam zwrócić szczególną uwagę?
 
 
Dalialama
użytkownik


Kim jesteś: ts
Preferowany zaimek: ona
Punktów: 144
Posty: 578
Skąd: Kraków
Wysłany: 2017-03-06, 16:30   

Cytat:
Na co powinnam się przygotować na pierwszej wizycie? - Ja wiem, że po prostu szczerze i tyle odpowiadać

http://transpomoc.pl/view...highlight=liber
Tu masz cały wątek o 1 wizycie u dr. Libera
_________________
 
 
confused
użytkownik
confused


Tożsamość płciowa: x
Kim jesteś: ?
Preferowany zaimek: dowolny
Punktów: 49
Posty: 391
Wysłany: 2017-03-08, 23:43   

Mere, i jak wrażenia po pierwszej wizycie?
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2017-03-08, 23:55   

Właśnie wreszcie znalazłam chwilę i miałam napisać.

Dotarłam na wizytę niemal bez przeszkód (no dobra - ponad godzina w korkach sprawiła, ze byłam nieco po ósmej :P ). Musze przyznać, że podczas wizyty absolutnie nic nie wywołało u mnie jakiegokolwiek dyskomfortu, całe spotkanie z doktorem było bardzo merytoryczne i mimo, ze nie było na nim sztywnej atmosfery, uważam, ze było w pełni profesjonalne. Doktor wyjaśnił mi praktycznie wszystko, co było szczególnie pomocne w chwilach, kiedy nie bardzo byłam w stanie dobrać odpowiednio słowa.

Jedną kwestię jedynie nieco przeoczyłam i nie jestem pewna. A mianowicie: dostałam skierowanie na badanie hormonalne i doktor powiedział, żebym nie zaczynała brać hormonów zanim nie zrobię tego badania. Jeśli wszystko dobrze zrozumiałam, po badaniu mogę zacząć - a nie dopiero po otrzymaniu wyników? Badanie ma po prostu wykazać mój stan hormonalny PRZED jakąkolwiek ingerencją i tyle, prawda? Czy źle to odebrałam i jednak powinnam zaczekać aż będą wyniki?

Mam też pytania odnośnie kolejnego kroku. Czy jest jakiś psycholog i psychiatra w Warszawie, którzy będą pozytywnie nastawieni do naszego tematu? Co do psychiatry to pewnie nie ma większego znaczenia, ale w kwestii psychologa może być to nieco istotniejsze :)

PS: Dalialama - dziękuję za link, w nocy przed wizytą nie mogłam zasnąć to sobie na spokojnie wertowałam temacik ;)
 
 
wendigo
użytkownik
TRU ts ;)


Tożsamość płciowa: m
Preferowany zaimek: on
Punktów: 1019
Posty: 10131
Wysłany: 2017-03-09, 17:44   

Mere napisał/a:

Jedną kwestię jedynie nieco przeoczyłam i nie jestem pewna. A mianowicie: dostałam skierowanie na badanie hormonalne i doktor powiedział, żebym nie zaczynała brać hormonów zanim nie zrobię tego badania. Jeśli wszystko dobrze zrozumiałam, po badaniu mogę zacząć - a nie dopiero po otrzymaniu wyników? Badanie ma po prostu wykazać mój stan hormonalny PRZED jakąkolwiek ingerencją i tyle, prawda?

Prawda :) Mnie na pierwszej wizycie powiedział: "zastrzyk możesz wziąć nawet dzisiaj, tylko najpierw zrób badania" :P
_________________
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2017-03-10, 23:48   

Ok, więc coraz więcej kwestii mi się prostuje, ale chciałabym jeszcze możliwie jak najszybciej dobrać odpowiedniego psychologa i udać się na pierwszą wizytę. Z forum widzę, że ciekawą opcją jest doktor Jonasz Wetchacz. Szczerze czuję się zachęcona opiniami jakie do tej pory znalazłam na Jego temat. Natomiast koszt 165złotych za wizytę to jest standardowy koszt z jakim powinnam się liczyć, czy może jest jakaś tańsza alternatywa na którą powinnam zwrócić uwagę?

Jeśli nie znajdę do poniedziałku innych opcji chyba zapiszę się właśnie do doktora Wetchacza.
 
 
Mere
użytkownik

Kim jesteś: ts
Posty: 16
Wysłany: 2017-03-14, 11:03   

Nie wiem czy tu na forum jest zasada żeby nie dublować postów, ale jednak postanowiłam to zrobić...

W czwartek mam wizytę u doktora Wetchacza, i wiem, że raczej niewiele osób zagląda tu żeby polecić lekarzy :P ale mimo wszystko jeśli ktoś przypadkiem ma propozycję którego psychiatrę wybrać to będę wdzięczna za wskazówki :)

Mam też pytanie: Czy jak będę po wizycie u psychiatry to spotkania z doktorem Wetchaczem i wizyty kontrolne u doktora Libera będą ostatnią rzeczą na drodze do rozprawy sądowej i późniejszego SRS? Pytam bo mam wrażenie, że o czymś zapominam x.x

PS: Próbki w laboratorium zaliczone w zeszłym tygodniu - w czwartek wyniki. Leki wykupione, zaczęłam brać od soboty. Tak żeby był jaśniejszy obraz, co mam za sobą :)
 
 
confused
użytkownik
confused


Tożsamość płciowa: x
Kim jesteś: ?
Preferowany zaimek: dowolny
Punktów: 49
Posty: 391
Wysłany: 2017-03-14, 11:58   

Mere, idziesz jak burza :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
, słowiańskie koszulki
Strona wygenerowana w 0,32 sekundy. Zapytań do SQL: 11